|
Szanowni grupowicze i grupowiczki!
Korzystajac z ciagle swiezych wspomnien tkwiacych w mojej glowie,
postanowilem wysmazyc sprawozdanie na temat sobotniej mega-imprezy psst (z
udzialem dwuosobowej delegacji pss). Nie jestem pewien, czy zrobie to rownie
dobrze jak imc Almar (w koncu moje doswiadczenie w pisaniu sprawozdan
niewielkie jest, a Almar zapewne zycie na tym spedzil), ale postaram sie
zrobic to najlepiej, jak potrafie. Gdyby ktorys z fragmentow sprawozdania
wydawal sie niejasny, prosze o niezwloczny komentarz. Zaznaczam to, poniewaz
w czasie imprezy bylem pod wplywem koktajli zycia wlasnego wykonania
(spirytus techniczny, woda ze stawu Rokiego, oraz napoj o aromacie zgodnym z
naturalnym, konserwowany benzoesanem sodu) , oraz miernika trzexwosci
(wodka + cola w stosunku 30/50) - w zwiazku z tym moje widzenie
rzeczywistosci moglo byc nieco skrzywione. :-)
Zatem:
W Pruszkowie znalazlem sie dzieki uprzejmosci Jedrusia, ktory byl laskaw
okolo godziny 7.30 urzadzic mi pobudke, a niedlugo poxniej w towarzystwie
Gregora swa warczaca maszyna dostarczyl nas do domu Rokiego. :-)
Zastalismy tam dwie piekne panie - Meggi (czy ja na pewno dobrze pisze tego
nicka? nie wiem) oraz Zani, ktore w pocie czola, acz z wdziekiem szykowaly
strawe na wielogodzinna biesiade. Po krotkiej prezentacji Jedrus wraz z
Rokim postanowili wybrac sie na krotka przejazdzke celem odwiezienia bagazy,
natomiast rzut moneta zadecydowal, kto ma byc pomocnikiem w dxwiganiu kilku
namiotow oraz plecakow - wygral Gregor, ja natomiast zostalem zatrudniony w
obieraniu jabluszek do ciasta. :-) Dosc drazniace zajecie to bylo, gdyz te
zlosliwe owoce w zaden sposob kupy nie chcialy sie trzymac i notorycznie
rozpadaly mi sie w rekach, lecz dzieki slowom otuchy ze strony naszych pan
udalo mi sie zadanie wypelnic :-)))))
Nieco poxniej powrocil Jedrus z Rokim, celem dostarczenia mnie na miejsce
biesiady, czyli dzialke Rokiego. Nastepnie obaj udali sie na zakupy do Macro
Cashu, a my z Gregorem oddalismy sie parogodzinnym rozrywkom typu rzut nozem
do celu i walki na kije ;-))))))))))
Ktora to juz godzina byla? Nie pomne, ale nareszcie grupowicze zaczeli sie
zjezdzac. Pojawil sie Mariusz (kolega Rokiego, z tego, co pamietam),
Rudobrody, Faraon z kolega... Rozpoczelismy rozstawianie namiotow, co w
przypadku jednego z nich (przyznam sie bez bicia, ze to byl moj namiot)
okazalo sie zadaniem godnym najwiekszych strategow. Chwilami zdawalo mi sie,
ze latwiej rozwiazac problem bezrobocia w Polsce, niz rozlozyc ten cholerny
namiot. Jednak dzieki wspolnym wysilkom udalo sie dokonac niemozliwego i w
namiot marki Krzak wyprodukowany chyba gdzies w okolicy dolnego Uralu
stanal gotowy (w formie, ktorej zapewne producenci nie przewidzieli). ;-))))
Tymczasem nowi grupowicze pojawiali sie jak grzyby po deszczu - po krotkiej
weryfikacji na teren posesji zostal wpuszczony Almar, pojawila sie Sawa ze
swoim facetem (qrcze, nie pamietam nicka, sorki), Zenobiusz, Aenya (to jest
facet, jakby ktos mial watpliwosci - mysmy byli troche zaskoczeni), Amey ze
Scorpiem, Jasmine (uch, cudowny usmiech), CB i w tym momencie sie pogubilem,
bo procenty zywo zatanczyly w mojej krwi ;-)))))
Dwukrotnie zbieralismy sie wokol wykonanego przez Jedrusia transparentu z
nazwa grupy, nie wiem tylko, co bedzie na fotkach widac, bo jakos trudno
troche bylo dojsc do porozumienia co do ustawienia grupowiczow... :-)
Czesc z nas poswiecila sie sportowej rozgrywce (kombinacja siatkowki,
wrestlingu i zbijanego), niestety zadna z druzyn nie kwapila sie do zdjecia
koszulek dla rozroznienia - byc moze dlatego, ze koszulki zostaly nieco
wczesniej namietnymi dlonmi Jedrusia oblepione napisami psst (oczywiscie
wlasnorecznie wykonanymi). :-))) Gregor i Rudobrody okazali sie wspanialymi
graczami, lecz najwieksze wyzwanie mogla stanowic tylko Zani, z poswieceniem
rzucajaca sie do pilki, nie zwazajac na przeszkody w postaci wspolgraczy.
Chwilami odczuwam ulge, ze nie gralismy w pilke nozna (Jedrus juz zaczal
bramki produkowac), bo ktos mogl zginac ;-))))))
Przez wieksza czesc imprezy punktem zbornym byl stolik o niewielkich
wymiarach, gdzie na niewielkiej powierzchni zgromadzono jadlo i napitek w
ilosci wystarczajacej na wyzywienie malego afrykanskiego panstewka przez
miesiac :-))
Kilku z nas przez krotki okres czasu obserwowalo niesamowite widowisko,
czyli rozkladanie namiotow - na mnie zrobil wrazenie glownie Zenob - jego
wspanialy styl zasluguje na najwyzesze uznanie (czasem wydawalo mi sie, ze w
sumie nie musial wbijac sledzi, ani rozkladac stelaza) :-))
Oj, dzialo sie, dzialo... Na stole w blyskawicznym tempie pojawialy sie
grillowane potrawy przyrzadzone przez Wala, Jedrus zdobyl monopol na
oblepianie biustow grupowiczek (qrcze, ale ten facet mial powodzenie, tylko
zazdroscic), Scorpio dorwal latareczke (chyba zostana ze soba na zawsze),
ktora namietnie oslepial kogo popadnie... Ja chyba zanudzilem na smierc
paru ludzi, bo ciagle gadalem o tym, ze pewnie przyjedzie Yvette, a jej
jakos sie nie spieszylo (potem, jak juz dotarla, stwierdzila, ze zaspala, no
jak tak mozna? ;-)) ) Do jedzenia przygrywala nam muzyka puszczana z
poteznych kolumn przez Faraona, od ktorej drzala ziemia i ptaki spadaly z
drzew, na szczescie nieco poxniej zostala nieco przyciszona, bo do glosu
dopuscilismy naszego dyzurnego trubadura, czyli Jedrusia. Musze tu
wspomniec, ze bylem pelen zachwytu, ten facet zmienia utwory szybciej niz
najnowszy model odtwarzacza CD, nie gubil sie niemal wogole - potrafil
nawet na biezaco tlumaczyc piosenki z rosyjskiego na nasze (oczywiscie wciaz
akompaniujac sobie na gitarze). Co jakis czas Gregor dokladal swoj
akompaniament, ale namietne dibidabadudaba Jedrusia bylo slyszalne nawet
przy moich nieco pijackich rozmowkach (a glos mam dosyc donosny). :-)))))
Ja popelnilem fatalny blad, wyzywajac Rudobrodego na pojedynek na reke i
bylem nieprzyjemnie zaskoczony olbrzymia sila tkwiaca w tym w sumie nieduzym
facecie. Gosc moglby lapami rabac drewno, w pierwszym momencie pomyslalem,
ze wyrwie mi ramie ze stawu (na szczescie bylem na tyle przytomny, zeby nie
probowac stawiac oporu przez dluzszy czas, bo pewnie znalazlbym sie w
szpitalu). Coz, gdybym tylko wiedzial, pewnie najpierw wlalbym w niego z pol
litra wodki, moze bylby latwiejszy ;-))))))))))))))
Czesc grupy odlaczyla sie od stolu biesiadnego, aby usiasc przy
skonstruowanym wczesniej przez kilku grupowiczow ognisku, z tego co
zauwazylem niekorzy wyklazali sie odwaga i skakali przez ogien (tu znow sie
Jedrus wykazal, facet skacze jak mloda gazela) - ja na szczescie nie bylem
na tyle szalony, wystarczy mi kontuzji ;-)
Hmmm. Wszystkiego raczej nie da sie opowiedziec, bo tyle rzeczy sie dzialo w
tylu miejscach... Byly tance, zarowno namietne (agrrr), jak i szybkie (tutaj
Rudobrody dawal czadu), fotografowanie w stylu cicho ciemny (Almar,
ocenzuruj te fotki, please), nawet proby upicia rybek w stawie za pomoca
niewielkiej ilosci wodki (btw, zajebisty stawik, chociaz dodalbym jeszcze
mechaniczne labedzie)... :-)))))
Reszte nocy troche ocenzuruje, przyjmijmy umowna wersje, ze poczulem sie
zmeczony i poszedlem spac ;-)))))))))
Z rana (chyba bylo okolo 10) okazalo sie, ze czesc ludzi juz sie
ewakuowala - zostalo jakies 15 osob. Nieco leniwie zabralismy sie za
przyrzadzanie sniadanka, rej wodzil Gregor, zrobilismy tez pare fotek przy
transparencie, zanim zostal zdemontowany (czesc konstrukcji nosnej byla
zapozyczona z mojego namiotu)... Nieco trudno z poczatku bylo sie dogadac z
Sawa, bo na proby obudzenia reagowala tylko seria rozkosznych przeciagniec
;-))))))
Nnno tak... Moje nieco skrotowe sprawozdanko dobiega konca, mam nadzieje, ze
to, co napisza inni uczestnicy, okaze sie doskonalym uzupelnieniem :-)))))
Podsumowanie: SUPER IMPREZA!!!!!!! :-))))))))
_______________________________________________________________
IZBA LORDOW PSS * sir Sabazios 41326943 * Member Of The Spammers Club
sabaz...@plsocseks.net * http://sabazios.plsocseks.net
|