Replies: 0 Views: 0
|
On Wed, 26 Aug 1998, Irek Grabowski wrote:
> No Jacek, dalej
> Napisz cos wiecej
Hmmm... Jezeli to o mnie chodzi...
Bylem w Finlandii 4 tygodnie na jeziorze Saimaa, na kajaku (skladanym,
bajdarka produkcji ZSRR), z namiotem. I z zona, co mozna uznac za zalete
badz nie.
Jezioro Saimaa jest duze. Tak 20x Sniardwy. Albo jeszcze wiecej. Lezy
niedaleko ruskiej granicy, na poludniowym wschodzie.
Ogolnie:
na brzegach mnostwo domkow (albo calkiem pusto). Fini w sobote wskakuja na
motorowki, leca do tych domkow, lowia rybe, smaza ja, jedza, spia, w
niedziele wracaja do miast. Przez reszte tygodnia pusto - mozna przez pare
dni czlowieka nie ogladac.
Miasta ogromne - stolica rejonu ma chyba tyle ludzi, co Zukowo czy
Kartuzy... A powierzchnie Warszawy ;) Po prostu Finowie uznali, ze
normalny czlowiek w bloku mieszkac nie moze i tyle.
Wracamy na jezioro: olbrzymie, brzegi kamieniste, piaszczyste, gorskie,
fiordowe, klifowe, szkierowe - do wyboru. Ma paskudna ceche - czesto na
srodku 5 cm pod woda czaja sie kamienie. Kajakiem da sie przezyc. Duzo
wysepek. Namiotowac mozna wszedzie, byleby zniknac w cziagu 24h, ale nikt
nigdy nie mial nic przeciw i nigdy nie chcial, bysmy znikneli. Duzo ryb -
nalezy kupic karte wedkarska, ale nie zdazylem, a nikomu do glowy nie
wpadlo sie pytac. W kazdym razie biora na slimaki z podgrzybkow ( a
probowal ktos dzdzownic w skale nakopac?)
Ludzie plywaja glownie na motorowkach, widzialem pare jachcikow. Kajak
stanowil jakies curiozum. Policje widzialem raz, opalali sie. Uprawnienia?
Jacys dziwni ludzie, ukrzyzowaliby kazdego, kto by im probowal jakies
zeglarze jachtowe czy inne karty plywackie narzucic. Widocznie tylko u nas
takie baranki ludzkie sie hoduje.
Mapy - widzialem jedna. Ja poplynalem z atlasem drogowym polnocnej europy,
polecam ;) Ale mapy idzie kupic i sa dosc dokladne. Po finsku...
Do wodowania jachtu polecam Imatre. Marina, slip, dzwig, spokojny port.
Kajak mozna wodowac wszedzie ;)
Ceny: biwaki: ok 40/60 zl za namiot. Kibel, prysznic. Warto po przyjezdzie
i przed wyjazdem skorzystac. Nocowanie poza biwakami: free. Jedzenie:
ogolnie ceny polskie x 2 (do 4). Tanie jajka, jogurty, jakos tak. Ryb
nalowic i grzybow nazbierac - da sie zyc.
Koleje: ogolnie 1 zl za 1 km. Drogo.
Benzyna: ok. 5 koron (80 centow) za litr. Da sie zyc.
Dojazd: prom Puck (towarowy), pociag BaltiExpress
Warszawa-Szestokai-Tallin + prom do Helsinek albo samochod.
Impreza na 2 osoby na 4 tygodnie zamknela sie w 2000 zl z kawalkiem.
Poetyckij opisywanij prirody zamieszczac nie bede, chyba, ze komus bardzo
zalezy.
UWAGA: wrocilbym tam kiedys w ekipie tak z 10 ludzi z DZ-ta, pobawic sie w
wikingow. Jakby zebrac taka ekipe...
--
***************************************************************************
****
Jacek Kijewski, ja...@qna.softomat.com.pl (zajrzyj tez www.softomat.com.pl)
Kazda dostatecznie rozwinieta technologia
niczym szczegolnym nie rozni sie od magii
***************************************************************************
****
|
|
Replies: 0 Views: 0
|
Wlasnie. Ostatnio spotkalem pewien tekst w Zaglach. W zasadzie organizacja
owych mistrzostw w Micro mnie malo obchodzila, ale zaciekawil mnie sposob,
w jaki niektorzy wyrazaja pretensje do swiata. Pragne zaznaczyc, ze nie
wyrazam w zaden sposob opinii YK Stal Gdynia, to tylko moje, prywatne
refleksje...
Otoz do owej imprezy YK Stal przygotowywal sie dosc dlugo. Nawet sklad
zarzadu zostal wybrany pod tym katem (Tomek Hamera i Rowinski, znani
organizatorzy roznych imprez mydelniczkowych). YK Stal zakupil
sam/zasponsorowal dwie lodki Micro, chociaz nie lezy to w tzw.
mainstreamie klubu. Osobiscie bylem przeciwnikiem pakowania pieniedzy w
takie regaty, sam optuje za budowa lodek wiekszych, typu C 760, albo
chociaz Mantra 7000. No coz, zebranie wybralo, wypada uszanowac. Pisze to
po to, by wyrazic moj osobisty stosunek do tej imprezy.
Teraz wezmy ow artykul. Byly to mistrzostwa chyba swiata, a na pewno nie
Pcimia Dolnego. Otoz pisze Radwan, ze nie dopelnil regulaminowego terminu
zgloszenia, przyjechal na ostatnia chwile, i ma pretensje. Zatrzymajmy sie
chwile nad tym, bo z tego wlasnie wynikly wszystkie pozostale przezycia
Radwana.
Otoz organizacja duzej imprezy to olbrzymie przedsiewziecie logistyczne.
Trzeba zapewnic zawodnikom pobyt (klub zaklepal miejsca w akademikach
WSM), zapewnic miejsce trzymania lodek (wyczyszczono parking ze stojacych
tam jachtow, wiec Wyga i Halibut stoja sobie teraz i niszczeja bez
przykrycia), ochrone (wynajeto agencje), obsluge dzwigu (wstrzymano
urlopy bosmanom). Trzeba zapewnic biuro regatowe - przeniesiono sklep w
inne pomieszczenie, wyremontowano garaz, nabyto meble i wyposazenie
biurowe, czesc rzucili sponsorzy). Cale molo klubowe oddano do dyspozycji
mikrow, przeganiajac wlasne lodki w cholere. Zatrudniono sedziow. Wynajeto
motorowki i jachty obstawy.
Zeby to wszystko uczynic, oszacowano liczbe chetnych na podstawie
zgloszen. I teraz zjezdza sie Radwan i inni skipperzy na ostatnia chwile.
Podobno 60% zalog nie zglosilo sie w terminie. Cala precyzyjnie
zorganizowana impreza - i szlag trafia cala organizacje :( Znienacka
trzeba szukac dodatkowych noclegow, zarcia, miejsca na lodki, sedziow i
obstawy regat. Niby za co, skoro rezerwy w budzecie zostalo niewiele. Klub
mial swiete prawo Radwana do regat nie dopuscic w ogole - podobnie bylo ze
mna na Pucharze Prezesa LOKu - za pozno przylazlem i poslali mnie w
cholere. I slusznie. Klub, w swojej glupocie, za co teraz placi renoma,
powinien byl owe mikra poslac w cholere. Niestety, przewidziano tylko kare
w postaci wpisowego wiekszego o 50%...
Kolejno autor artykulu demagogicznie narzeka na wpisowe. Dla tych, ktorzy
nie wiedza, co to Micro - to taka wysokoregatowa lodka, z bardzo cienkiego
laminatu, wytrzymujaca max 2 sezony, bedaca kwintesencja technologii, jaka
sie spotyka w lodkach tej wielkosci (5.5 m). Lodka taka, z wyposazeniem i
przyczepa, kosztuje ok. 50 000 zl, czyli 60 pensji nauczyciela, czyli
5-letnie zarobki nauczyciela. Czemu pisze o nauczycielach?
Bo autor artykulu czul sie pokrzywdzony, ze mial wplacic wpisowe w
wysokosci 400 ZL (100 USD) za lodz, czyli ok. 130 zl/zaloganta. Do tego
doszlo 200 zl kary. Radwan utrzymuje, ze jest to niewyobrazalnie duzo, bo
tyle, co pensja nauczyciela. Ale po pierwsze, nie przyjechal na regaty
nauczycieli, a zawodowcow, a po drugie, wpisowe do przecietnej morskiej
imprezy na Wybrzezu kosztuje od 100 do 400 zl, bez imprez, ochrony, zarcia
etc. Wiec autor czul sie pokrzywdzony. No coz, regulamin mogl dostac pol
roku przed impreza, wiec po prostu mogl nie przyjezdzac, jak za drogo.
Kolejna rzecz - waga. Owszem, klub nie ma takiej wagi. Wynajal
mierniczego, z papierami PZZ, ktorego obowiazkiem taka wage miec.
Mierniczy nie mial (czemu ciagle ma papiery?), wiec szybko zalatwiono. Co
do tempa pomiaru - [...], jak pomiary byly planowane na 40% tych lodek, co
sie koncowo zglosily, to jak mialo isc plynnie? Po drugie, co do metody na
kaprala. Na Micro, o czym Radwan przezornie nie wspomina, licza sie do
pomiarow gramy, wiec zasadniczo wystarczylo, ze ktos trampki na jachcie
zostawil. W porownaniu z wczesniejszymi rewelacjami, w te opowiesci
dziwnej tresci nie chce mi sie wierzyc. A poza tym - to mierniczy
odpowiada za pomiary, za mierniczego PZZ. Odczepcie sie, kolego Radwan, od
YKS Gdynia.
Kolejna rzecz - jezyk mistrzostw. Jezeli byly to mistrzostwa swiata, to
chyba naturalne jest, ze angielski. A ze Micro to taka klasa, ze nigdzie
na swiecie (moze poza Szwajcaria i Francja) powazni zeglarze sie na tym
nie scigaja, to byly wylacznie zalogi lokalne. Co do jakosci tlumacza, to
nie wiem, nie wypowiadam sie.
Kolejna rzecz - suchy prowiant, ktory ktos autorowi zezarl. O ile wiem, to
po prostu w oznaczonym czasie nikt tego prowiantu nie odebral, wiec, zeby
kanapki sie calkiem nie zeschly, wydano je obstawie regat. Co do odebrania
- pewne znaczenie moze miec fakt, ze dnia poprzedniego odbyla sie suto
zakrapiana impreza i po prostu ciezko bylo wstac na zadana godzine. W
kazdym razie, jak mi mowili, nie bylo sytuacji, ze ktos o kanapkach
zapomnial, natomiast sporo ich zostawalo.
Co do warunkow silnego wiatru - Micro jest lodka szuwarowo - bagienna,
wielkim bledem bylo organizowanie tych mistrzostw na morzu. Jak przywialo,
(zaraz przywialo, lagodny wiaterek, nie wiem, czy szostke przekraczal) -
zaczely sie dziac rzeczy dziwne - trzaskaly maszty, stery i miecze. Trzeba
bylo to cale bezradne towarzystwo polapac i sciagnac z trasy. Podczas
sciagania okazywaly sie kolejne kwiatki - mimo zachowania pelnej
ostroznosci, jedna lodka stracila knage dziobowa razem z polowa dzioba. W
tych warunkach (caly czas pamietajmy, ze lodek bylo wiecej, niz mozna bylo
planowac) wszystko sie moglo zdarzyc, w tym to, ze czyjegos machania nie
zauwazono. Tak BTW, istnieja rozne przepisowe srodki wzywania pomocy, o
ktorych sie ludzie na kursach na zeglarza ucza - czemu robiono to
wrzeszczac pod wiatr?
Brak cieplej wody - z powodu wylaczenia EC-1 CALA Gdynia nie miala cieplej
wody, w tym i kluby. Sam sie mylem w zimnej. Instalacja ogrzewaczy
przeplywowych moze i byla mozliwa - takie ogrzewacze sporo kosztuja, i w
montazu, i eksploatacji. Chyba, zeby zawodnicy zaplacili wpisowe w
wysokosci pensji gornika...
Nagrody - coz, niektorzy sie przyzwyczaili, ze zwyciezca Mazurskich Regat
Turystyczno - Rodzinnych w kategorii Drzwi Od Hangaru dostaje w nagrode
domek z ogrodkiem, a zwyciezca w klasie Sasanka musi wyjechac mercem S
600. Milo jest dostac nagrode rzeczowa, ale walczy sie dla chwaly, medalu,
pucharu, podziwu. Coz, czasy sie zmieniaja. W kazdym razie sponsorzy
ufundowali takie nagrody, i lista nagrod byla jawna - sam czytalem, wiec
kto nie chcial, nie musial startowac, oszczedzajac na wpisowym.
Co do orkiestry - nie byla to orkiestra wojskowa, a stoczniowa, ktora
przygrywa juz tradycyjnie wszystkim imprezom klubowym. Niby drobiazg, ale
swiadczy o dokladnosci, z jaka Radwan trzyma sie faktow.
Impreza koncowa - niemily to zwyczaj, ale dla oficjeli robi sie osobna
impreze. Oficjelom raczej zalezy na kontaktach z telewizja, niz z
niewlasciwie ubrana i zachowujaca sie bracia zeglarska. Ich pieniadz, ich
prawo, zdarza sie. Co do "wyslugiwania sie" sponsorom - tylko ten, kto
probowal sponsora znalezc, wie, jak to wyglada naprawde.
I moj maly, osobisty zgrzyt na koniec. Jako, ze Zefirek obrosl glonami, a
regaty sie zblizaly, musialem go wyciagnac. Poniewaz wiedzialem, ze Micro
chca sie do domow rozjechac, podplynalem pod dzwig, ponad godzine
chodzilem i pytalem, czy te lodki, ktore (w absolutnym braku klaru zreszta
pozostawione) byly jeszcze na wodzie, nie chca sie podniesc. Nie
uzyskawszy odpowiedzi, podciagnelismy Zefirka i zaczelismy czyscic.
Natychmiast znalazlo sie paru skipperow mikrow, ktorzy w dosc
niewybrednych slowach powiedzieli nam, co mysla o tym, ze korzystamy z
wlasnego, klubowego dzwigu. Zaproponowalem im, zeby, jezeli sie spiesza,
pomogli nam, a w zamian uslyszalem slowa powszechnie uznane za obrazliwe.
Towarzystwo przenioslo sie na piwo pod niebieskie namioty i rzucalo w
nasza strone co jakis czas tekstem pt. szybciej tam + dodatek.
I moze bym sie tym wszystkim nie przejal, gdybym nie widzial niedospanych
organizatorow, gdyby klub nie przycial mi budzetu na Zefirka, a samego
Zefirka* nie pozyczyl Kotwicy w zamian za pozyczenie Demona. Gdybym nie
widzial tej gigantycznej pracy wlozonej w impreze. I gdybym nie
nienawidzil podejscia typu "nalezy mi sie".
Panie Radwan! Wypisales swoje zale na newsach, trudno. Publikacja artykulu
w Zaglach byla nie fair. Tak sie nie robi.
*) na czym lodka powaznie ucierpiala...
--
***************************************************************************
****
Jacek Kijewski, ja...@qna.softomat.com.pl (zajrzyj tez www.softomat.com.pl)
Kazda dostatecznie rozwinieta technologia
niczym szczegolnym nie rozni sie od magii
***************************************************************************
****
|
|