Wlasnie wrocilem. Bylo super.
Rano jak wstalem to juz mnie nosilo. Snieg za oknem i caly czas sypie.
zrobilem mala rundke po okolicy dla uspokojenia i rozpoznania- bylo znosnie
tylko wizjer sie ciagle zalepial. Jak wyciagalem Yadzke z parkingu z
tobolami to sasiednia budowa stanela zrobilo sie zbiegowisko na czyms co ma
byc wkrotce dachem i odbywala sie konwersacja mysle ze o "stanie sluzby
zdrowia" albo innego wariatkowa.
O 10 przyjechali Tomi i Pawel /nie netowi/. I poturlalismy sie. Tak by
nalezalo okreslic predkosc i zostawiane trzy slady za kazdym. Sypiacy snieg
zalepial wizjery co wymagalo pracy wycieraczek na max obrotach. Juz za
Radzyminem Tomi nazekal ze ma mokre rekawiczki. Od Lomzy juz nie padalo.
Jednym slowem im dalej na polnoc tym bardziej wiosna. W Piszu spotkalismy
Dawida od Horexa i Janusza pomykajacych Kaska z koszem tak samo lsnila w
Gizycku i to bez zadnego mycia. Nasze sprzety i my jakby nas mama nie
kochala.
Impreza odbywala sie w tym drugim schronisku /nawet nie wiedzialem ze tam sa
dwa/ ktore za czasow twierdzy bylo szpitalem. Zajebisty znaczek Zundap ze
sniezka zamiast tylnego kola i bardzo ladnie zrobiony.
Szkoda ze bylo ich tak malo i dla wszystkich nie starczylo. Zgloszonych bylo
kolo 40 osob a przyjechalo 120 oficjalnie wg recepcji. Ile bylo naprawde
chyba nikt tego nie wie. Na dobry poczatek zgubilem kluczyk cale szczescie
ze nie na blokadzie. Najpierw poznalem Toska i Bob Maxa - mocarze - chyle
czolo. Pozniej pojawil sie jeszcze jeden netowy Gosc z Poznania na
Transalpie /niestety nie pamietam jak sie nazywal ale pozdrawiam/ ale tylko
przelotnie pognal gdzies do znajomych. Potem sie zaczelo chlorowisko. Nawet
byl duch generala Von Boyena czemu na Junaku tego niewiem ????. Jak
przyuwazylem Asterixa i Vicia to ten drugi juz chodzil na zwiekszonych
obrotach. Impreza nie byla w Teqili tylko na miejscu. Niby spalismy w
schronisku / po co mysmy te namioty targali ???/ ale bylo cool, w naszym
pokoju nie bylo pieca. Rano ze spiworow puszczalismy taki dymek jak swierzo
palone maszyny za oknem. Po dojsciu do zeczywistosci i sniadaniu w Omedze
/najlepsza knajpa w miescie i chyba najtansza za razem/ pojechalismy do
Wilkas na ognisko i popisy jezdzieckie na koniach. Potem byly rajdy na
bryczkach po lesie. Bob Max to chyba kawalerzysta pomykal za nami wierzchem
rownie gladko jak swoim sprzetem. A tam przecie nie ma ani klamek ani
fajery. Pozniej odbyly sie konkursy strzeleckie, proby jezdzieckie,
tradycyjne krecioly ze skokami przez przeszkody i przeciaganie liny
......... z koniem. Razem z Viciem i paroma innymi pokonywalismy wlasnie
mocarnego estona i gdy juz sie zaczol cofac pekl orczyk ktory zaliczyl
Asrerixa ktory wlasnie robil zdjecie. Chlop mial szczescie ze nie zdjol
zolwia bo bylo by niespecjalnie. Potem zaliczalismy kare na kozysc estona.
Pilismy kolejeczke za zdrowie konia pod kolankiem. Oczywiscie zalalismy sie
tym kapletnie /nie mylic z zachlorowaniem / i mozna powiedziec ze glownie za
kolniez wylewalismy. Niezla sztuka. Zwyciezka druzyna miala sie zmierzyc z
Dodge 3/4 Mirasa z Lidzbarka ale w ostatniej chwili "doczka" poddala sie
walkowerem /sypnela sie pompa paliwa/ i cale szczescie - honor obroniny,
sponiewierala by nas jak nic. . Pozniej obiadek i Bal Komandorski. Pozne
konkursy ze wspomne : miezenie grubosci, przeginanie paly i zeby rozporkiem
nie wyszla /wygrali Iza i Asterixem/ , picie miarki tlokiem od komara na
czas i rozne takie. Gosc ktory
zaliczyl najwieksza trase przygnal z ................ Bielska Bialej -to
jest twardziel co sie nazywa - chyle czolo. Pozniej juz ogolne chlorowisko i
spanko tym razem w sali z wybita szyba - teraz wiem czemu bylo chlodno.
Rankiem pozegnania i w droge. tym razem w lasach za Mikolajkami dopadly nas
rynny lodu na paru zakretach ciekawe czy dotrzymaja do lata. Ale caly czas
sloneczko i tylko palce przypominaly ze to nie sierpien. Sorki za moc spamu
i duzo literek. Mam nadzieje ze kogos to jeszcze moze zainteresowac i mnie
nie zlinczujecie.
pozdrawiam serdecznie Felini i zmarznieta Yadzka XJR
ja ide sie namoczyc....dawno tego nie robilem